-Tauriel, ja wiem.-powiedział mój koń -Macie rozmawiać o pokoju i takich innych debilnych sprawach.
-Wybacz, ale nie mam najmniejszej ochoty gadać o czymś takim...
Zrobiłam krok w stronę jeziora, żeby się w nim przejrzeć. To był błąd. Błoto osunęło się a ja runęłam do lodowatej wody, co najgorsze z przeróżnymi krwiożernymi stworzeniami. Wydawać by się mogło, że n spokojnie mogę sobie wypłynąć na brzeg. Ups....no niezupełnie. Moja noga zaczepiła się o coś co przypominało bluszcz. To coś zaczęło mnie wciągać w głębinę tego jeziora.
Eadlyn?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz