Wstałam z łóżka w mojej komnacie ponieważ obudził mnie mój ukochany Mell. Nie da sie zaprzeczyć że dziś jest ważny dzień... Jest miesięcznica od stanu wojny. Moja matka prawie zrywa sobie głowę a ojciec jest tak zajęty że nikt mi nie ma czasu zrobić śniadania. I potem marudzą że jestem za chuda. Niech sie wezmą za mnie to będę w lepszej formie... Logiczne. Popatrzyłam na Mell'a i podałam mu miskę wody oraz mięso. Podobno dziś mam udać sie do lasu by zobaczyć Tauriel czyli córkę Fusun i Harolda Rebel. Na wszelki wypadek wezmę łuk i Mell'a. Ubrałam sie w wygodne czerwone leginsy z napisem "Forever Alone" i niebieską bluzkę z rękawem trzy czwarte i rysunkiem pudla. Buty założyłam te co zawsze - czarne do kolan, zapinane na zamek. Nigdy nie ubrałabym innych. Wyszłam z pokoju żegnając sie z moją pokojówką, Bety. Gdy wchodziłam do jadalni powitała mnie moja osobista guwernantka, Kiera.
-Witaj Kiero. Gdzie będzie na mnie czekać Tauriel Rebel?-zapytałam.
-Myślę że obok jeziora panienko.-odparła Kiera z odrazą patrząc na moje rozpuszczone i lekko nieuczesane włosy.
Złapałam jabłko i wybiegłam z pałacu.
-Powiedz rodzicom że wrócę późno!-zawołałam jeszcze.
Zdążyłam zauważyć niezadowoloną minę guwernantki i razem z Mell'em zniknęliśmy w krzakach. Tak jak mówiła Kiera, ruda dziewczyna stała przy jeziorze z koniem.
(Tauriel? Możesz opowiedzieć o swoim przygotowaniu i dowiedzeniu sie o spotkaniu z Eadlyn)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz